tree 838667 1280 - Tam gdzie niebo dotyka ziemi.
Rozwój

Tam gdzie niebo dotyka ziemi.

Zawsze kochałam patrzeć w gwiazdy. Czułam się wtedy przytulona przez nieogarniony wszechświat. Niewiele było takich momentów, kiedy miałam możliwość tak beztrosko patrzeć w niebo. Dziś sztuczne światła miast przysłaniają to naturalne i nie do podrobienia piękno.  Te nieliczne chwile kontemplacji nieba przynosiły zawsze całą gamę przemyśleń. Myślę, że dzieje się tak zawsze gdy wyciszamy umysł i pozwalamy przemówić ciszy.

Bezpieczna przestrzeń.

Miasta rozrastają się, a wielu ludzi odczuwa niezrozumiały klaustrofobiczny lęk. Może dlatego, że zamykamy się w coraz ciaśniejszych przestrzeniach wygody, przysłaniając naturalną surową przestrzeń. By zobaczyć horyzont, miejsce gdzie ziemia dotyka nieba, trzeba porzucić twory naszych rąk i udać się poza zasięg cywilizacji. By usłyszeć to, co naprawdę gra w naszej duszy, potrzebujemy sprzyjających warunków. Dla mnie jest to zawsze przestrzeń, która ułatwia nie tylko myślenie ale i swobodne oddychanie. Zdaje mi się, że wtedy pojemność moich płuc się zwiększa i w końcu mogę swobodnie nabrać brakującego na co dzień mi powietrza.

Wszystkie znaczące decyzje podejmowałam pośród natury. Nawet w mieście staram się znaleźć takie miejsca, w którym daję odpocząć sercu.  W swoim życiu miałam kilka takich wyjątkowych miejsc, dzięki którym rozwijałam swoją wyobraźnię, porządkowałam myśli i debatowałam ze światem moich uczuć. Były to bezpieczne miejsca mojej ucieczki od codzienności. Miejsca wyjątkowe, symboliczne i naznaczone kolorytem mojego życia. Moje twierdze, o których nie wiedziano.

Tylko moje miejsce.

Jako dziecko często chowałam się do szafy. I choć nie znałam wtedy jeszcze historii Opowieści z Narni, to jednak ten mebel był dla mnie bardzo przyjacielską przestrzenią. Spełniała on rolę zarówno miejsca ukrywania się przed światem, jak i zachęty do poszukiwania mnie przez niego. Napięcie pomiędzy – ukryć się, a być odnalezioną – było niezwykle emocjonujące. Ogromną radość sprawiało mi zarówno skuteczne schowanie się jak i pozwolenie innym na odnalezienie. Co mnie tak przyciągało do tej szafy napakowanej często po same brzegi? Byłam tam ukryta, wtulona, niedostępna, oddzielona – jak w łonie. Jakby w samym jądrze swoich myśli. Jakby w swoim niebie.

Kiedy nie ma żadnego źródła światła, uruchamiają się wewnętrzne zmysły. Jako dziecko oczywiście nie zdawałam sobie z tego sprawy, jednak pociągała mnie wewnętrzna przestrzeń i intuicyjnie odnajdywałam ją w domowej szafie. Tam odkrywałam, że bycie sobą, to coś, co nie dotyczy wyłącznie ciała, że dzieję się ono gdzieś wewnątrz mnie. Fascynował mnie fakt z posiadanej samoświadomości i tego, że drugi człowiek jest zarówno kimś innym niż ja, a jednocześnie jest sobą. Ta myśl nie dawała mi długo spokoju. Życie tego drugiego, jego wewnętrzny świat, to, że jest ze sobą sam na sam, zupełnie jak ja. To sprawiało, że każdy człowiek był nie do podrobienia, zupełnie inny i wyjątkowy.

Zanim rozkochałam się w przestrzeni, uciekałam często do mojej zamkniętej przyjaciółki. Tam zastanawiałam się gdzie ukrywa się moje wnętrze. Czy jest ono w jakimś konkretnym fizycznym miejscu mego ciała, a może tylko połączone z nim niewidzialną nicią. Byłam ciekawa czy jak śpię, to ono czuwa, czy odpoczywa razem ze mną. Coraz więcej czasu spędzałam w swoich myślach i niekończonych się pytaniach. 

Nieśmiertelni.

Nasz początek, moment w którym z połączenia świata cielesnego i duchowego powstaje nowy człowiek. W tym samym momencie gdy rozpoczyna się nowe istnienie zostaje stwarzana dla niego dusza. Forma przyoblekana w materię. To jeden wspólny początek. Chwila, w której niebo składa swój pocałunek na ziemi. 

Dusza. Różnie o niej pisano. W świecie religijnym mówi się o niej jako miejscu wyjątkowym. Przestrzeni nieśmiertelnej w której człowiek może przebywać nie tylko sam ze sobą, ale sam na sam z Bogiem. Sanktuarium, jądro nas samych, istota życia. 

Kiedy zaczynałam odnajdywać siebie we wnętrzu, nie miałam potrzeby ukrywania się zewnętrznego. W każdym momencie mogłam bowiem ukryć się przed światem do tego niepojętego miejsca we mnie. Gdziekolwiek szłam, z kimkolwiek rozmawiałam, odkrywałam coraz mocniej, że jedynie ja i Twórca tego miejsca, mają do mnie prawdziwej dostęp.

Duchowi.

Całe życie zmienia się nasze ciało. Od poczęcia do śmierci ulega ono przemianie. Nie ma momentu w którym byłoby jakimś ukończonym obrazem nas. Jesteśmy ci sami będąc dzieckiem, dorastając i starzejąc się. Bo to, co stanowi o nas, nie dotyczy naszego ciała. Obserwujemy jednak w lustrze upływający czas. Oglądamy swoje zdjęcia i nie możemy się nadziwić, jak bardzo się zmieniamy. Czasem nawet możemy się nie rozpoznać, tak duże bywają zmiany. Zmieniają nas doświadczenia,  zmienia życie. Niewzruszenie natomiast trwa w nas dusza, dzięki której zawsze jesteśmy sobą. 

Wyjątkowi.

Życia ludzkiego nie da się zamknąć w jakiejś szczelnej definicji. Można o nim mówić jak o nieustannym dynamizmie zmian. Ruchu, który nie poprzestaje na samym sobie, ale ciągle zmierza ku czemuś – ku rozwojowi. Dotyczy to zarówno ciała jak i ducha. W końcu człowiek jest ich połączeniem. Przekraczanie siebie i ciągły rozwój, to wewnętrzne motto życia.  Ten napędzany wewnętrznie ruch w kierunku samorozwoju dokonuje się, gdy są ku temu sprzyjające okoliczności. Gdy zaspokojone mamy podstawowe potrzeby, gdy czujemy się kochani, kiedy ogólnie rzecz biorąc nasze otoczenie jest dobre. W przeciwnym wypadku może ten proces zostać zaburzony. Rozwój wnętrza nie jest w sposób deterministyczny uzależniony od okoliczności zewnętrznych, ale może istotnie na niego wpływać. Zranić można bowiem nie tylko ciało.

Życie to zmiana. Żyć to znaczy zmieniać się na zewnątrz i wewnątrz. Żyć oznacza coraz głębiej wchodzić w to, kim się jest. Dotykać swojej tożsamości. Zmiany są dojrzewaniem w człowieczeństwie i są konieczne. Istnieje pokusa odrzucenia przeszłości na rzecz tego, co jest teraz – po zmianie. Możemy nie akceptować poszczególnych etapów rozwoju. Widząc motyla chętnie odrzucilibyśmy gąsienicę. A przecież to jest to samo życie, tylko na różnym etapie.

Wiem, że jestem.

Ta wiedza o sobie jest elementem mojej tożsamości. Jej kryzys, tak popularny w naszym świecie, dotyka zagubienia i nie rozpoznania kim jest człowiek – kim jestem na prawdę. Gdzieś nastąpiło zerwanie kontaktu ze sobą prawdziwym. Z potrzebami, pragnieniami, upodobaniami. Wiedzą o sobie i swoim miejscu w świecie. Odnalezienie go może dokonać się tylko w momencie uznania czynnika duchowego. Tylko człowiek posiada w sobie tę umiejętność wyjścia poza swoją skończoność. Obdarzenia swojego życia wymiarem, który przekracza jego własne możliwości i zdolności, a który może nadać mu sens. 

Wymiar duchowy człowieka zostaje często zepchnięty gdzieś daleko. Następuje wtedy koncentracja na ciele i psychologizowaniu wszystkiego co go dotyczy. Odnalezienie wszystkich składników ludzkiego życia może okazać się kluczem do odrodzenia się w swojej tożsamości.

Duchowy rdzeń,

dzięki któremu każdy z nas może powiedzieć o sobie JA, zastanawiając się nad sobą i stopniowo wprowadzać istotne zmiany. Odkrywając jednocześnie swoja prawdziwa godność ludzką. Wokół niego krąży świat fizyczno-psychiczny. 

Po latach widzę jak bardzo przemienia otwarcie na to, co nieskończone. Nie odnalazłam odpowiedzi na swoje pytania wyłącznie w świecie, sobie czy mądrych książkach. Zaczynały się one kształtować w momencie otwarcia na wymiar duchowy w moim życiu. W teologi mówi się o człowieku, że jest Capax Dei – otwarty, wychylony ku Bogu. Dotyczy to każdego, bez wyjątku. 

Dusza. Przestrzeń dająca nieskończoną możliwość wzrostu, radości, szczęścia. Przestrzeń wymagająca zaangażowania, jeśli chcemy świadomie przeżyć swoje życie. Tyle wysiłku potrafimy wkładać w niejedną sprawę, może warto zainwestować w to, co naprawdę godne naszych potów. Droga jest trudna i wymagająca, ale nie niemożliwa. Końcowy efekt może powalić na kolana nie tylko nas.

Będzie w życiu każdego z nas taki moment, kiedy niebo złoży pocałunek na ziemi naszego życia. Jego koniec będzie początkiem nowej przygody. A niebo stanie się naszą ziemią. 

Twój komentarz