Blogowanie
Życie

Blogowanie – z prądem, czy pod prąd w blogosferze?

Pomysł na bloga kształtował się w Tobie od jakiegoś czasu. W końcu jesteś wewnątrz i stajesz się częścią blogosfery. Krótki szkic pierwszego wpisu i zaczynasz się zastanawiać, czy zdołasz przejść przez ciasną bramę wirtualnego świata. Blogowanie staje się Twoja nową pasją. Niby już tam jesteś, a jednak ciągle czekasz w przedpokoju z nadzieją, że otworzą się przed tobą kolejne drzwi wtajemniczenia. 

To Twój początek i póki co wiesz niewiele, a przedpokój jest dość duży. Czeka tam już nie mały tłum, takich jak Ty – nowych, pełnych nadziei, że ktoś odnajdzie ich myśli i rozpozna w nich siebie. Może z czasem da się zaprosić na dłuższą wędrówkę i nie będziesz już sam. Że będzie coraz więcej szans na dzielenie się, coraz więcej okazji do wymiany spostrzeżeń, coraz więcej, więcej, więcej…

Sieć wciąga, blogowanie też.

To przestrzeń bezkresna. Nie widać horyzontu, ani brzegu, lądów tak wiele, tyle możliwości, nieustanne słowa, obrazy, dźwięki. To wszystko pulsuje swoim życiem, i ułudą jest to, że dobrze już znasz ten świat. Ma on swoje prawa, do których trzeba się dostosować, by w nim przeżyć.  To życie jest tylko odbiciem – albo nawet nie – tego co robimy tu, zakotwiczeni w codzienności. Po co nam ten świat bez dna? Bez końca, bez ram? Czy to kolejny przejaw dążenia człowieka do nieśmiertelności? Może to raczej próba uczynienia nieśmiertelnym czegokolwiek, jeśli nie wiesz, czy samemu  będziesz żyć wiecznie.

Mówisz, że lubisz po prostu pisać i nie zależy ci na popularności. Że robisz to dla siebie. W takim razie weź gruby zeszyt, długopis i pisz. Później schowaj do szuflady. Zawsze odnajdziesz tam swoje zapiski i nie martw się, że nikt tego nie czyta, przecież piszesz dla siebie.

Ja też pisałam dla siebie. Miałam fajny kolorowy brulion i pióro. Nawet zaopatrzyłam się w kłódkę, taką zgrabna, małą. Ostatecznie spaliłam swoje zapiski. Trochę żałowałam, ale zrobiłam to dla siebie, jak wiele rzeczy, nie koniecznie mądrych w życiu.Dla siebie nie od razu oznacza, że dobrze, że właściwie. Teraz nie chcę dla siebie. Chcę, pragnę dla kogoś jeszcze. Czas hołdowania sobie miejmy nadzieje mija, a wraz z otwarciem szuflady, rozpoczyna się wyglądanie dalej, niż koniec swojego nosa. Konsekwencje już mogę odczuć i pewnie jeszcze dostane w kość nie raz, z powodu tego otwarcia . Opinie, krytyka, ocena tego co robię. Cóż…

Piszę dla Ciebie.

Może nie potrafisz zadać głośno pytań, a odpowiedzi, które czasem otrzymujesz, póki co nie spowodowały żadnej zmiany w twoim życiu. Jesteś gdzieś tam, daleko, w tym bezkresie kontaktów i znajomych, ale może nie ma cię na tyle blisko, byś wiedział, że nie jesteś sam. Czasem może szukasz w morzu informacji tej jednej, która sprawi, że będziesz chciał żyć swoim, a nie wymyślonym życiem. Bo to czego szukasz tutaj, to tęsknota za więcej, ale nie wirtualnie, a realnie.

Kiedy zdecydowałam się pisać, nie sądziłam, że pociąga to za sobą tyle różnych działań. Czytając, szukając informacji i powoli wkraczając w świat blogowania, stanęłam wobec pewnych dylematów. Rozgrywa się to żywo we mnie. Wiemy już, że nie pisze do szuflady, bo w takim wypadku zakładanie bloga nie miałoby sensu. Wiem, że chcę pisać i że sprawia mi to ogromną satysfakcje oraz radość. Wiem, że chce poznać Was, czytelników i szukać wspólnych myśli, dzielić się tym co mogę dać. Być blisko Waszych radości i burz. To czego nie wiem, to na ile ja – nowy bloger – zostanę pochłonięta przez świat ekranu, a na ile zdołam przekształcić Wasz świat poza tą szybką. Mówię o realnym wpływie i życiu. Bo nie z tego co piszesz będziesz się kiedyś rozliczać, ale z tego jak żyjesz.

Zadam więc sobie i Wam pierwsze pytanie.

Czy jesteś autentyczny? Szczery, prawdziwy? A może tak zależy Ci na komentarzach i polubieniach, że tylko w tym, znajdujesz satysfakcję i cel swoich wpisów? Drogi blogerze/rko ! Czy o to ma chodzić? Czy mamy dać się porwać temu pędowi, który zmierza donikąd? Powiedz, czy to jak piszesz i o czym piszesz jest tym samym jak żyjesz? Jeśli tak, to chce czytać Twoje wpisy! Niech blog nie będzie miejscem robienia wystrzałowego make up-u, by wspaniale wyglądać na okładce. Zapewniam, że prawdziwe piękno jest gdzie indziej.

Setki informacji i rad, które możemy przeczytać po to, by nas chciano czytać. Co zrobić, jakie przedsięwziąć działania, aby blog był miejscem wielu komentarzy i znajdował się wysoko w wyszukiwarce. Tajemnicze nazwy, skróty, które dla wprawnych blogerów już nie stanowią problemu, dla mnie zdają się być ciągle kłopotliwe. Czytam, że jeśli ich nie zastosuję, to zginę, zniknę w tłumie, a moje blogowanie nie odniesie sukcesu. Będę obecna gdzieś na obrzeżach blogosfery,będę, ale tak, jakby mnie nie było. Jesteś, ale cię nie ma…

I tu nasuwa się kolejne pytanie.

Jak myślisz, czy jest możliwe przebić się tylko i wyłącznie dlatego, że ma się do zaoferowania nieprzeciętne streści na blogu?  Świat marketingu i reklamy całkowicie opanował nasze życie, każdy jego przejaw i wymiar. Zatem czy jeszcze umiemy funkcjonować inaczej, niż narzuca nam to współczesny świat i trendy w blogosferze?

Kolejna sprawa, powiązana z autentycznością. Moje poglądy polityczne i religijne. Piszę o tych dwóch, bo one najczęściej wywołują największe burze. Mówienie o wychowaniu też bywa kontrowersyjne, jednak nie tak bardzo jak religia i polityka. Przyglądam się poczytnym blogom i raczej są poprawne politycznie ( pisząc – „poprawne politycznie” mam na myśli nie tyle stronnictwo polityczne ale zwrot stosowany gdy mówimy co wypada, a co nie wg. jakichś norm). Zatem czy blogując opłaca się ujawniać? Oczywiście jeśli piszesz świetne przepisy kulinarne, to nie ma sensu mówić o swoich poglądach religijnych czy politycznych, jednak czy zawsze mamy ich unikać?

Czy pora się ujawnić, zdeklarować? A jeśli Twoje przekonania nie są popularne, może lepiej siedzieć cicho, być takim niewyraziście podobającym się wszystkim.

Blogowanie, to też sposób na bycie sobą. 

Czyli być człowiekiem, który mówi i działa zgodnie z tym, co myśli. Prawdziwy, choć w wirtualnym świecie. Otwarty, choć nie obnażający się z każdą sprawą. Szczery, ale łagodny, gdy prawda jest trudna. Człowiekiem, który wie, że sam nie da rady i potrzebuje drugiego.

Polubienie i komentarze. Kto nie lubi być lubiany, chwalony. Ha !

Kiedy opublikowałam pierwszy wpis (nie wiedząc jeszcze za bardzo jak to działa, by treść dotarła dalej, niż na moją skrzynkę pocztową), czekałam niecierpliwie na odzew. Dałam się wessać niecierpliwości i chęci bycia lubianą. Chyba to normalne, jednak myśli było tak wiele i nie pozwalały mi na spokojne zajmowaniem się tym, co zwykle. Odnalazłam wśród wielu rad i taką, że trzeba myśleć, planować na zapas swoje wpisy itd.itd. Jednak niepokój, że oddaję się bardziej czemuś nierealnemu, niż mojemu życiu tu i teraz był uzasadniony. Stało się to, gdy zorientowałam się, że ogarnęło mną silne, nieuzasadnione zdenerwowanie tylko dlatego, że nie mogę teraz zająć się choć przez chwile sobą – czyli pisaniem – ponieważ dzieci potrzebują mojej uwagi. Zobaczyłam, że złapałam haczyk, ale nie potrafiłam w danym momencie pogodzić swoich i ich potrzeb. Macierzyństwo pochłania. Czasem się zastanawiam czy jeszcze mam prawo do snu. W tym układzie musiałam postanowić sobie kilka rzeczy.

Hierarchia wartości.

Po pierwsze. Świat wirtualny to nie mój realny! Mogę próbować swój świat przenieść tu, ale nie odwrotnie. Kiedy tak robię – tracę i inni tracą. Kiedy dzielę się swoim życiem i doświadczeniem z Wami, to staję się bogatsza, a może i ktoś z Was też. Potrzebuję Was, bo dla siebie tych literek nie składam.

Nie będę oszukiwać, naginać rzeczywistości pod potrzeby, trendy, czy tematy na topie. O Nie ze mną te numery ! Nie będę się przejmować gdy słyszę, że piszę zbyt wiele i zbyt szczerze. Postaram się pisac tak, by nie ranić nigoko.

Owszem, regularny wpis, ale bez szaleństwa, bez wyrywania sobie włosów, których i tak nie mam za dużo. Najpierw Ci których kocham, potem cała reszta. Może świat się nie zawali jak będzie poślizg…choć statystyki mówią co innego. Znów – podobno – trzeba pisać tak czy siak, używać bogatych zwrotów i określonej ilości słów. Piszę jak potrafię, jak serce dyktuje, jak gra mi w środku. Nie inaczej. Jestem kim jestem, kropka. Jeśli ktoś uzna, że nic nie wyniesie czytając – ok. Piszę dalej. Nie jestem może trendy, ani business woman i na promocjach się nie znam. Znam się jednak na swoim życiu i mówię Ci, nie daj się zwariować !

Pomóż, jeśli chcesz.

Jeśli chcecie by te wpisy były widoczne szerszemu gronu zapaleńców życiowych, to już do was to zadanie należy. Dziel się tym co cenne, jeśli uznasz, że warto. W tej kwestii czytelnik odgrywa tu główną rolę. 

Chciałabym poznać fajnych ludzi, serio ! Zależy mi na wartościowych kontaktach. Zawsze lubiłam posiadówy z kawką, której jestem wielką fanką. Kiedy pisałam kwestionariusze do pracy, zawsze podkreślałam, że pragnę pracować z ludźmi. Może mogłam iść na psychologię, ale inaczej mną zawiało. Zresztą teraz to nie ma dla mnie większego znaczenia. Żyję wspaniale i nie wyobrażam sobie innej codzienności. Zwykłej, prostej, MOJEJ.

Już zdecydowałam.

Lubię pływać, gdy prądy są silne. Bywa to ryzykowne, jak i blogowanie, i nie wiem, czy się opłaci. A skoro o zapłatę tu nie chodzi, to może chodzi o Ciebie.

Podobno z prądem płyną tylko zdechłe rybki. Więc żyjmy jak przystało, nawet tu. 

Powodzenia – Wam i sobie życzę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: