umieram
Rozwój

Umieram. Nie wiem tylko, jak długo to potrwa.

Zamykam oczy i próbuję zasnąć. Jest 22:23.

Trudno pozbierać myśli po tym, co usłyszałam. Łzy cisną mi się do oczu, a w gardle zaczyna dławić. W ciemności próbuje odnaleźć rysy twarzy moich śpiących dzieci. Mąż chrapie, jak zawsze zresztą, ale tej nocy zupełnie mi to nie przeszkadza. Świadomość tego, że umieram zdominowała teraz wszystko.


23:30.

W głowie mam milion myśli i milion słów. Chciałabym je wszystkie wypowiedzieć, zapisać, nagrać… Nie, to nie ma większego sensu. Co teraz jest najważniejsze? Co w ogóle było i jest najważniejsze?

23:40.

Nie wygląda to źle…w sumie to nie jest najgorzej... To chyba dobrze prawda? Gorzej jakby było źle totalnie. Gorzej, jak już nie ma szans i nadziei, jak nikt ich nie daje i nawet nie pozwala myśleć o niej.

Kiedy wiem, że nie jest najgorzej, rozumiem, że ktoś faktycznie ma gorzej, że on – ten drugi, to dopiero ma źle. A ja w tej ruletce szczęścia, tym razem nie leżę na samym dnie. Ktoś ma trudniej niż ja…

Rzeczywiście pocieszające…

23:00.

Ciągle w głowie dręczą mnie te słowa:

Wie Pani co?… umiera Pani. Nie wiadomo tylko jak długo to potrwa.

24:00.

Dalej nie mogę spać. Dociera do mnie oczywista prawda. Jestem śmiertelna. Umieram. Ty też. Kiedyś to wszystko nad czym tak się męczyliśmy, może okazać się wysiłkiem bezsensownym. Zmarnowaniem sił. Zaczynam się zastanawiać nad tym, co zatem jest najważniejsze.

Nie wiem co jutro mnie spotka. Co spotka nas wszystkich. Nie wiem kiedy umrę. Znamy dzień swoich narodzin. Świętujemy je i cieszymy się z każdego nadchodzącego nowego roku. Jeśli znalibyśmy dzień naszej śmierci, wiedza ta, nie pozwoliłaby nam spokojnie i z radością  przeżywać życia. Zamiast koncentrować się na nim i jego pięknie, ciągle skupilibyśmy się na oddaleniu od siebie myśli o śmierci.

Co zrobić, by lepiej przeżywać swoje życie?

Chciałabym to wiedzieć, ale jak pomyślisz, że umrzesz jutro, za tydzień, miesiąc, rok, zaczniesz się zastanawiać, jak wykorzystać ten czas. Co zostawić, a czemu poświęcić najwięcej uwagi?

Ty masz swoją własną listę.

Ja chciałam się podzielić moją.

Pierwsze to bym przestała narzekać. W każdym razie, bardzo bym chciała. To tak niszczy i odbiera tyle sił. Po co dokładać sobie i bliskim złych emocji. Zostawiam to już teraz.

Jestem obecna w tym co robię i co mówię, nie wybiegam w przyszłość. Czerpię życie. Smakuje każdy moment. Tu i teraz.

Spokój. Nic mnie nie goni. Nic nie muszę. Chcę. Dystansuję się od przynaglania mnie przez świat do czegokolwiek.

Kocham. Łagodzę spory. Nie dąsam się obnosząc swoje fochy. Kocham za darmo i miłością ocieram łzy. Kocham cierpliwie. Bez krzyku. Dużo przytulam. Powtarzam, że kocham. Jestem.

Dziękuję. Za wszystko. Dar moich narodzin, brak ojca, trudności w szkole, za naukę gry na fortepianie i miłość do tańca. Dziękuję za moje koty, pierwszy aparat fotograficzny, wspólne wyjazdy z mamą. Za przyjaciół i wydarzenia, których już bym drugi raz nie przeszła, rower i Pierwszą Komunię, kuzyna, moje lalki, studia i ciekawe wykłady, tak liczne pasje, dni radości i bólu, pokrzyżowane plany i za to wszystko, co spotkało mnie niezasłużenie. Najbardziej dziękuję za rodzinę i miłość, która mnie odnalazła, dzieci, które nie wierzyłam, że będę mieć. To tylko mała część, ale dziękuję za całe moje życie.

Ale muszę wyjaśnić.

Wczoraj byłam na ważnych badaniach, bóle mam w sumie od kilkunastu lat (tak wiem, dopiero teraz idę). Badanie bolesne i nieprzyjemne. Wypada w porze drzemki malucha, więc denerwuję się licząc, że szybko się skończy i wrócimy do domu. Lekarz co chwila rzucał żartami. W końcu gdy wręczał mi wyniki i opis badania, zaskakuje mnie poważną miną i wypowiada słowa, które nie dają mi spokoju. Po chwili milczenia i totalnego szoku z mojej strony, kontynuuje: Tylko wie Pani, ja też umieram. Umiera też moja asystentka i dyrektor tego szpitala. Moja i Pani mama. Mąż i dzieci, wszyscy umierają…. Ze zdumienia nie wiedziałam nawet jak reagować, a lekarz ciągnął dalej swoją wypowiedź: Bo wie Pani, że Pani umrze tak?

Przełknęłam ledwie ślinę i odpowiedziałam niepewnie: Tak. – To dobrze, że Pani wie, bo nie każdy chce w to wierzyć, ale takie są fakty – mówił lekarz.

Ale czy ja jestem śmiertelnie chora?

– zapytałam, nie wiedząc do końca jakiej odpowiedzi powinnam się spodziewać. – Chora? Nie, droga Pani, Pani jest tylko śmiertelna. Teraz ma Pani jakiś dyskomfort, coś co można zaleczyć jeśli się zadba, ale ja pytam Panią co Pani z tym zrobi? – Z czym? – zapytałam prawie jąkając się. – No jak to… z tym że Pani umiera!

Dopiero teraz zauważyłam jak w lewym kąciku jego ust pojawiał się ten sam grymas co wcześniej, gdy rzucał pierwszy żart. Zaczynałam rozumieć, bardzo powoli, ciągle będąc w szoku. – I co? – popatrzył na mnie i złapał moją rękę. – Dobrego dnia życzę. Wyniki proszę pokazać lekarzowi prowadzącemu. On podejmie dalsze leczenie. A my abyśmy się już nie widzieli. W tym momencie starszy elegancki Pan mrugnął znacząco okiem, puścił moją rękę i wyszedł do sali obok.

Ja wyszłam z gabinetu. Musiałam mieć straszną minę, bo kilka czekających na korytarzu osób niepokojąco odprowadziło mnie wzrokiem do drzwi wyjściowych. Na dworze czekał już mąż z synkiem. Płakał, więc szybko wróciliśmy do domu. – Jak badanie – zapytał w końcu mąż. – Okropnie – odpowiedziałam. – A wyniki ?Chyba dobre, chociaż nie do końca, bo…, a nie ważne. Przytuliłam się mocno. – Kocham Cię – powiedziałam. – Kocham Cię – usłyszałam w odpowiedzi – i to jest teraz najważniejsze.

Jestem śmiertelna.

Kiedyś skończy się życie które znam i które zna mnie.  Ale jestem także nieśmiertelna. Czy to możliwe? Tak. Każdy z nas, bez względu na to, czy wierzy w to, czy nie, nosi w sobie nieśmiertelność -> Przeczytaj. To jak bardzo chcemy żyć, świadczy min. o naszym przeznaczeniu do życia na zawsze.

Tak sobie myślę ile zmarnowałem sił. Ale zostawiam to już. Ty też zostaw.

Teraz weź głęboki oddech i pomyśl, że masz największy wpływ na swoje życie. Nikt nie zna Ciebie tak dobrze, jak Ty znasz siebie. Nikt nie znajdzie odpowiedzi na Twoje bolączki i zmagania i nikt nie przyjdzie ich za Ciebie. Siła i odpowiedź są w Tobie.

Żyj.

Żyj pięknie, jak przystało na człowieka.

1:04.

Dzieci się wiercą, mąż ciągle chrapie. Idę spać.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: