konflikty
Rozwój

Konflikty – jak pomóc w ich rozwiązywaniu? Wywiad z Anną Dębską.

Konflikty dotykają każdego. Nie ma tak, że jesteśmy od nich w jakiś cudowny sposób wolni. Część z nich widoczna na zewnątrz, inne zaś dręczą i pustoszą od środka. Jedno jest pewne, konflikty są nieuniknione, a nawet potrzebne w rozwoju. Wszystko jednak zależy co my z nimi zrobimy i czy będziemy potrafili wyciągnąć z nich dobrą lekcję życia. Poniższy wywiad pięknie pokazuje, jak wiele może się zmienić, jeśli podejmiemy wysiłek pracy nad sobą.

nowe zdjecie 1 1 - Konflikty - jak pomóc w ich rozwiązywaniu? Wywiad z Anną Dębską.
bty

Bardzo się cieszę, że mogłyśmy się spotkać. To wspaniale móc rozmawiać, kiedy widzę na własne oczy, co znaczy człowiek z pasją. Powiedz Aniu, jak odkryłaś, że chcesz pomagać ludziom w rozwiązywaniu ich problemów oraz ich wewnętrznych konfliktów?


Wszystko zaczęło się od tego, kiedy jakieś 5 lat temu zaczęłam pracę w świetlicy środowiskowej. Była to placówka, która skupiała przy sobie dzieci z ulicy i rodzin dysfunkcyjnych. Już pierwsze dni zwiastowały niemałe problemy.

Szybko zaczęłam zauważać, że jest bardzo ciężko, szczególnie w budowaniu kontaktu z innymi i że moje granice po prostu pękają.


Czy to znaczy, że miałaś wątpliwości?

Tak, na początku zadawałam sobie pytanie, czy się nie pomyliłam i nie wybrałam  dla siebie nieodpowiedniego miejsca pracy. Cóż, bałam się odpowiedzieć sobie na to pytanie. Fakty natomiast były jasne: przed przyjściem do dzieci przechodziłam  niemały kryzys i masę wątpliwości, a potem mnożyły się kolejne. Ilość emocji i pojawiającego się oporu we mnie informowały, że jest jakiś naprawdę duży niezdefiniowany problem. Ciężar pojawiał się z chwilą przekraczania progu świetlicy i nie ustawał aż do ostatnich chwil spędzonych w tamtym miejscu. Jeśli ktoś z was zastanawia się czy jest dobrym rodzicem i właśnie jego ostatnie nadzieje legły w gruzach po kolejnym wybuchu na własne dziecko, to ja właśnie czułam się wtedy podobnie.

To musiało być trudne, chciałaś pomóc innym, a odkrywałaś, że w Tobie samej istnieją konflikty. Jak sobie poradziłaś z tym?


Wtedy nie wiedziałam co robić. Mniej więcej kilka razy w ciągu dnia przeżywałam kolejne skrajne stany i objawiały się one w ten sposób, że szłam do łazienki i jak tylko byłam sama, to patrzyłam po prostu w lustro i w złości wyrzucałam na zewnątrz wszystkie swoje emocje. Wolałam, by tego nikt nie widział ani nie komentował… Chciałam stamtąd uciec choć wiedziałam, że tak nie rozwiązuje się spraw.


To wygląda na dużą złość…


Tak, złość z jaką miałam do czynienia była skrajnie silna. Dzieci niestety wciąż bardzo mnie denerwowały i jako winowajców widziałam oczywiście je. Dopiero później zobaczyłam, że jest zupełnie odwrotnie.

Wiele było nauki przede mną. Na tamtym etapie niemożliwością było znalezienie przyczyny mojej frustracji. To co było jednak ciekawe, to to,  że miałam w sobie takie dziwne przekonanie, iż Bóg chce mnie w tym miejscu, i że chce przeze mnie tym dzieciom coś dać. Moja opinia była skrajnie inna, ale cóż, próbowałam wychowywać je jak najlepiej umiałam i przełamać się.


Muszę przyznać, że to dość niespotykane. Zazwyczaj jak nam gdzieś źle, to uciekamy z takiego miejsca, a Ty jednak wbrew sobie zostałaś. Co zatem zrobiłaś, że zaczęłaś inaczej patrzeć na swoje i dzieci zachowanie?

Po pół roku pracy w świetlicy, rozpoczęłam intensywnie szukać pomocy bo wiedziałam, że “jadę” na rezerwach i jeszcze trochę, a dorobię się jakieś nerwicy. Poszukiwań było wiele, aż znalazłam pewien kurs, który stał się dla mnie rewolucją w życiu i pracy. Kurs ten był skoncentrowany wokół warsztatów związanych z tzw “porozumieniem bez przemocy”. Tam po raz pierwszy dowiedziałam się, że mało sobie wciąż radzę z uczuciami, a bardziej z wewnętrzną krytyką, którą  uruchamiam w trakcie rozmów. Zobaczyłam jak wielką ilość ocen i przykrych osądów miałam w głowie na temat tych dzieci i jak mocno ranię je tymi niewypowiedzianymi oskarżaniami.


Czy w trakcie tego kursu było coś, co najmocniej do Ciebie przemówiło?


Ogromnym odkryciem było to, że niewerbalna krytyka jest również odczuwalna przez drugiego człowieka szczególnie takiego małego i równie raniąca jak słowna. W związku z tym, rozpoczęłam ciężka prace nad odkrywaniem kiedy i w jaki sposób pojawią się we mnie oskarżenia. Drugim przełomowym odkryciem dla mnie była próba nazwania moich własnych potrzeb związanych z tym miejscem pracy oraz potrzeb dzieci. Odkrycie było zjawiskowe – otóż zobaczyłam, że ich największą potrzebą jest integracja i pragnienie bycia zaakceptowanym, a nie zajęcia plastyczne, które wówczas prowadziłam. Próba nazwania ich potrzeb skłoniła mnie do próby zmiany kierunku zajęć, co też udało się w niedługim czasie zrobić. Rezultat był piorunujący, bo odpowiedzią na zajęcia celujące w ich potrzeby była ogromna wyczuwalna wzajemna sympatia.


Co wtedy czułaś, jak interpretowałaś zachodzące w was zmiany?

Przede wszystkim pomyślałam, że “Bóg mnie wysłuchał”! Atmosfera pracy zaczęła się mocno zmieniać i już w krótkim czasie pojawiły się pierwsze większe sympatie z wychowankami i odczucie, że bardzo lubię moją pracę. Jakże diametralnie wszystko się zmieniło, cóż chyba to ja musiałam się mocno zmienić, przecież miejsce było wciąż to samo. Odtąd relacje budowane w pracy przynosiły mi wiele satysfakcji i spełnienia.


Czy wtedy nadal myślałaś, że nie jest to miejsce dla Ciebie?

Miejsce pracy było właściwe, trzeba było tylko trochę powalczyć o rozwiązania. Może tak samo jest z naszymi rodzinami. Może  faktycznie jest to właściwe miejsce życia i funkcjonowania, trzeba jedynie być zdeterminowanym w szukaniu rozwiązań na pojawiające się przeszkody?


Dobrze, ale teraz tam nie pracujesz, co zatem wydarzyło się dalej?


W kolejnym etapie rozwoju sytuacji pojawiło się we mnie ogromne pragnienie podzielenia się ze światem tymi zdobytymi umiejętnościami i historią, która mi się przytrafiła. Efektem stało się rozpoczęcie prowadzenia warsztatów związanym z metodą porozumienia bez przemocy opartą o proces grupowy z elementami grupy wsparcia i własne przemyślenia. W międzyczasie skończyłam Studium Psychoterapii Grupowej wzmacniający moje umiejętności trenerskie i psychologiczne.


Przeszłaś piękną przemianę, która wymagała od Ciebie wiele wysiłku i samozaparcia. zdaje się, że z konfliktów wyciągnęłaś to, co najlepsze. Czy uważasz siebie za szczęśliwą osobę?

Teraz jestem bardzo szczęśliwą osobą i dziękuję, że znalazłam tak skuteczne narzędzie, że mogę również się nim dzielić.

Bardzo się z tego cieszę. Wiem, że masz już za sobą spore doświadczenie pracy z ludźmi. Ile kursów już się odbyło?

Obecnie przeprowadzonych zostało już dobrych kilka edycji warsztatów, także w Anglii.


Aniu, wielu z nas zmaga się ze swoimi emocjami. Pochodzimy z różnych domów, każdy niesie ze sobą inną historię. W czym taki kurs może pomóc?

Wzajemna wymiana doświadczeń, język empatii i ogarnięcie świata własnych i cudzych emocji wiele pomaga w przeżywaniu życia i budowaniu szczęścia. Nabycie pewnych umiejętności personalnych i poznanie języka zrozumienia, akceptacji i poznanie siły przebaczenia sobie nawzajem w relacjach, jest kluczem do budowania głębokich i trwałych więzi. Przecież one w życiu są najważniejsze.


Bardzo dziękuje Ci za rozmowę.


Również bardzo dziękuje i serdecznie zapraszam do udziału w warsztatach dialogu.



Jeśli zainteresowały Cię historia Ani i warsztaty  które obecnie prowadzi możesz o nich poczytać i zapisać się na kolejną edycję. Z pewnością doświadczenie to wprowadzi wiele nowości twoje relacje i sprawi, że staną się one jeszcze bliższe.

Więcej szczegółów znajdziesz na stronie https://www.warsztatydialogu.pl/


Twój komentarz