powołanie
Rozwój

Powołanie, które zapewni Ci szczęśliwe życie.

Kiedy słyszę to słowo „powołanie”, mam różne myśli. Najmocniej oddziałują  wspomnienia związane z konkretnymi doświadczeniami.  Z ich powodu ukształtowało się we mnie konkretne rozumienie powołania. Może zbyt subiektywne, może nie zrozumiałe dla wszystkich, ale moje, i dlatego myślę, że prawdziwe.

Historia odkrywania mojego powołania jest bardzo ciekawa. Od przekonania, że istnieje tylko jedna prawdziwa droga w życiu, która może zapewnić mi szczęście – do doświadczenia i przekonania, że… tak nie jest.

Powołanie.

W – nazwijmy to – „strefie kościelnej- powołanie związane jest z wyborem konkretnej drogi życiowej (tzw. stanu). Jednak często widząc ludzi, którzy robią coś z pasją, poświęcają swoje siły, talenty i zaangażowanie także mówimy o nich, że mają do tego powołanie.

Nie ma jakiś granic czym to powołanie może być. Może obejmować zarówno przestrzeń zawodową, dotyczyć np. relacji z ludźmi, ale i także realizować się w sferze rzeczy (sztuka) czy działań (sport). Każda z tych przestrzeni w której odnajdowane jest nasze powołanie, ma nam przynieść szczęście i satysfakcję. W każdym razie bardzo byśmy tego chcieli.

Czy powołanie to wolny wybór, czy raczej to kroczenie za czymś, co zostało w nas niejako włożone o wiele wcześniej, niż nasza świadoma decyzja?

Kiedy byłam w Liceum i zaczynałam się zastanawiać jaki kierunek studiów wybrać, nieustannie namawiano mnie do podjęcia studiów na wydziale pedagogiki muzycznej. Bo podobno talent, bo się przyda, bo to bardziej życiowe, zawód będzie – tak mówili inni. Ja jednak czułam, że to zupełnie nie moje i pomimo nacisków z zewnątrz nie podjęłam ich. Serce ciągnęło mnie gdzieś dalej. Wtedy nie myślałam o pracy, o „dobrym wykształceniu”, o ustabilizowaniu się. Raczej szukałam swojego miejsca i szczęścia i to była siła napędowa. Jednocześnie towarzyszył mi lęk, że jeśli nie odnajdę tej „jedynej drogi swojego życia”, nie będę szczęśliwa, a to pociągnie za sobą jakąś złowrogą odpowiedzialność, że nie zrealizowałam swojego powołania, chociaż mogłam.

Mieszało się zatem we mnie pragnienie szczęścia i odpowiedzialności. Chciałam odnaleźć swoje miejsce, ale jednocześnie pragnęłam być okej względem przewidzianego dla mnie „planu z góry”. By mogło się to wszystko wydarzyć, potrzebny był nieunikniony proces.

Powołanie do życia.

Ciekawe, że w momencie poczęcia się dziecka, używa się często wyrażenia, że ktoś został „powołany do życia”. To niezwykle trafne określenie. Jesteś! Żyjesz! I to jest Twoje najważniejsze i podstawowe powołanie. Póki nie przyjmiesz swojego życia jako daru – daru bezwarunkowego i bezcennego – nie będziesz w pełni szczęśliwy, bez względu na to, jakiekolwiek powołanie wybierzesz w swoim życiu.

To pierwszy etap który trzeba nam przejść. Zgoda. Akceptacja. Przyjęcie swego życia jako najpiękniejszego prezentu. Kiedy przyjmiesz to pierwsze powołanie, wszytko, co wydarzy się później będzie Ciebie tylko ubogacać.

Do tego jednak prowadzi czasem długa droga. Jedni mają to w sobie w sposób naturalny, większość jednak przez swoje doświadczenia, rany w relacjach czy niedobór miłości, musi zdobyć się na wielki wysiłek by uwierzyć, że ich życie to dar.

Przyjęcie swojego życia jako daru może się dokonać tylko przez doświadczenie miłości bezinteresownej. Kiedy tego brakuje, pozostaje wiara.

Nie jest dobrze być samemu.

No nie jest… Nawet jeśli lubisz przebywać w samotności, to zupełnie czymś innym jest bycie samemu przez całe życie, a chwilowa potrzeba odejścia na bok. Myślę, że Adam w raju czuł się dość samotny, może nie chciał być sam, dlatego podarowano mu Ewę.

Człowiek został stworzony do przyjaźni nie tylko z Bogiem i nie tylko ze samym sobą. Serce człowieka ciągnie do drugiego serca, do podobnego, tęskni za kimś, z kim mógłby razem przeżywać swoje życie.

Co w takim razie z tzw. powołaniem do samotności? 

Od kilku dobrych lat to wyrażenie przeżywa jakiś „swój czas”. Nie tylko stało się modne, ale wręcz  –  w moim przekonaniu – nadużywane. No nie zgadzam się. Serio, nie mogę się zgodzić, że istnieje coś takiego jak powołanie do samotności. Trzeba się jednak nad tym głębiej zastanowić, ponieważ wiele osób ukazuje samotność jako kolejną ścieżkę powołania w życiu, na równi ze stanem kapłańskim czy  małżeńskim.

Czy samotność jest dobra? Może pragniesz być sam? Sądzisz, że samotność spowoduje, że rozwiniesz się jako człowiek? Co Ty o niej myślisz?

Kilka pytań, na które warto sobie odpowiedzieć, jeśli samotność dotyczyć Ciebie.

Powołanie do samotności.

Skąd samo sformowanie ukazujące samotność jako powołanie? Może być sporo przyczyn zarówno w naszej kulturze, mentalności, w tym, że obecne czasy same w sobie niosą ogromną samotność. Sytuacje rodzinne, małżeńskie, choroba, problemy emocjonalne, ale i wybory, wolne i szlachetne decyzje – to wszytko co niesie życie i w którym okazuje się, że jesteśmy z jakiegoś powodu sami. Myślę,  że najistotniejsze w tym momencie jest rozróżnienie samotności od bycia samotnym. Jeśli ten klucz nie zostanie właściwie zrozumiany, będzie się wszystko mieszać.

Samotność

rozumiem jako – bycie samemu –  z jakiegoś powodu. Powody te i motywacje mogą być przeróżne. Jak już wspominałam, może to być kolej losu lub świadomy wybór tzw. większego dobra (jak np.wyjazd na misje, przez co nie jestem z nikim w związku), lub np. nie wchodzenie w kolejny związek po utracie małżonka. To co istotne, to to, że samotność nie musi być związana z odczuciem czy doświadczaniem samotności. Fakt nie determinuje emocji. Jak to się mówi, można czuć się samotnym w tłumie ludzi…

Można być osamotnionym w małżeństwie czy wspólnocie zakonnej. Można też przeżywać swoją samotność w taki sposób, że doświadczanie samotności nie doskwiera, jest małe, a może i nawet nie ma go wcale. Jest to poziom naszych emocji, odczuć, doświadczeń i nie należy naszej drogi życiowej im podporządkowywać ani utożsamiać.  Co zatem z tym powołaniem do samotności? No własnie…

Powołanie jest dobre,

bo dobre jest ludzkie życie. To jak ono jest rozumiane, przyjmowane i przeżywane, to już inna sprawa. Samo w sobie jest dobre. Skoro Bóg pragnie mojego i Twojego dobra, skoro pragnie byśmy żyli obok siebie i razem rozwijali się, dzielili się sobą wspólnie ucząc się miłości, to czy mógłby chcieć naszej samotności? Myślę że nie. Bezpośrednio nie.

Samotność nie może być powołaniem.

Jest ona jedynie konsekwencją wydarzeń czy wyborów. Jeśli osoba doświadcza w swoim sercu, że ze względu na jakieś dobro, nie chce wiązać swojego życia z drugą osobą (w związku małżeńskim), to powołaniem jest to większe dobro, które wybiera, a nie samotność. Ona jest konsekwencją wyboru.  Tak własnie dzieje się w przypadku wyboru drogi kapłańskiej, czy konsekrowanej. Wybór dotyczy tej większej ewangelicznej miłości, czegoś, co jest wyżej, dalej, głębiej. W tych przypadkach ze względu na tę miłość osoby decydują się (zgadzają się ) na przyjęcie samotności. Ale znów, nie jako celu, ale konsekwencji innego powołania.

To najbardziej czytelne przykłady. Jednak obok nich istnieje spora liczba ludzi świeckich, którzy z rożnych przyczyn są sami. Próbując im może pomóc, przedstawia się im i interpretuje ich samotność jako być może ich powołanie do niej. W tym przypadku istnieje niebezpieczeństwo, że ta samotność odczytywana zostanie jako Wola Boża, czy autentyczne powołanie. Myślę, że jest to nieporozumienie.

Spójrzmy na to tak.

Każda z dróg życiowych, każde nasze powołanie powinno prowadzić nas do bycia lepszym człowiekiem, do wzrostu w nas tego, co najpiękniejsze i wartościowe.

Prawdziwy rozwój dokonuje się bowiem w relacji z drugim człowiekiem. Większość naszych działań ukierunkowana jest na drugiego. Dzięki tym zależnościom możemy rozpoznać swoje serce czy motywacje, które nami kierują. To dzięki temu, że mamy kogo kochać, z kim dzielić się i współczuć, jest szansa na wzrost w człowieczeństwie.

Kolejną sprawą jest doświadczanie wspólnoty. Także w niej jesteśmy zaproszeni do dzielenia się tym co mamy, czerpania ze swoich wspólnych doświadczeń, bogactw. We wspólnocie jesteśmy silniejsi, mamy możliwość weryfikowania naszych odczuć, rozumienia świata, siebie czy Boga, wymiany spostrzeżeń i przede wszystkim wzajemnego motywowania się do rozwoju. Wszelkie społeczności powstają z tych i wielu innych korzyści jakie przynosi człowiekowi wspólnota.

Zatem żadne powołanie nie jest powołaniem do samotności, tak jak nie może być powołany do niej człowiek. Samotność jest tym bardziej zaproszeniem do uczestnictwa w życiu razem z drugim człowiekiem. I nie chodzi tu o związek jak w przypadku małżeństwa. Bardziej o wspólnotę ludzką, braterską, wspólnotę w której wzrastamy, służymy, i z której możemy czerpać, gdy brakuje sił.

Jeśli wiemy czym jest chrześcijaństwo i czym jest miłość, nie będziemy chować się za tym sformułowaniem mówiącym o powołaniu do samotności. Może ono niebezpiecznie zwolnić mnie i Ciebie z odpowiedzialności, z wysiłku wychodzenia do ludzi, z podejmowania wyzwań, które mogą być trudne. Takie myślenie może usprawiedliwić brak pracy nad sobą, bądź zamknąć w przekonaniu, że to Wola Boża i trzeba ja przyjąć.

A przecież…

Wolą Bożą jest przede wszystkim miłość.

Ostatecznie wszystko prowadzi nas do miłości.

Bez względu jaką drogą idziesz – dobrze, że jesteś! Ty wybierasz. To Ty masz wolną wolę, ty decydujesz. Przecież wiesz gdzie twoje serce Cię wzywa. Nie jest to równoznaczne z powierzchownym szczęściem, ani krótkotrwałą satysfakcją. Powołanie to wybór takiego życia, które nie przyniesie Ci zguby.

Myślę, że to nie wygląda tak, że mamy gdzieś zapisana najlepsza wersje naszego życia i tylko w momencie, kiedy ona się zrealizuje, my będziemy szczęśliwi i w końcu pójdziemy do nieba. Wybieramy, nieustannie podejmujemy decyzję. One przynoszą rożne konsekwencje. Na każdym z tych etapów Bóg jest i chce nam błogosławić. Nie pozbawia nas wolnego wyboru. Jego Wolą nie jest to, co konkretnie będziesz robić, ale czy będziesz to robić z miłością. Ale wiesz, taka prawdziwą miłością, bezinteresowną, czystą. I jeśli czujesz się wezwany do czegoś, do jakiegoś konkretnego miejsca, to nie to miejsce jest twoim powołaniem, ale miłość, która masz tam dawać i w której masz wzrastać. Powołaniem człowieka jest przede wszystkim żyć i kochać, a to gdzie i jak będzie to realizowane to bardzo indywidualna sprawa. Jak je odnaleźć?

Wejdź w samotność.

Dziwisz się? Co mam na myśli?

By usłyszeć swoje serce potrzeba usłyszeć, co Bóg ma w nim do powiedzenia. Ta Twoja samotność tak na prawdę samotnością nie jest, ponieważ jesteś sam na sam z Bogiem. Ty i On, a to już wspólnota. Chwilowo zamykasz się na świat zewnętrzny, by ostatecznie do niego powrócić. W nim masz żyć, a nie izolować się. By mieć siłę, by umieć rozeznawać, konieczna jest relacja z Bogiem. Samotność jest dobra tylko wtedy, gdy doświadczana jest z Bogiem, z Nim przeżywana. On też powie co z nią zrobić.

Istnieje zatem tylko Jedno powołanie.

Jest nim MIŁOŚĆ. A my możemy być szczęśliwi tylko wtedy, gdy ją przyjmiemy. Kiedy przyjmiemy ją w swoim życiu, w swojej codzienności, w najbliższych. Gdy nauczymy się dostrzegać ją w cierpieniu, trudach a nawet w osamotnieniu. Szukając ciągle tej większej miłości możemy być pewni, że żyjąc dla niej, będziemy szczęśliwi.

A gdzie jest Twoje powołanie?  

5 komentarzy

  • Rafał

    Mimo, że jestem w związku, lubię przebywać sam. Zawsze dużo czasu spędzałem w samotności i bardzo mi to dodaje energii. Nie unikam kontaktu z innymi na siłę, ale jeśli nie muszę, to się nie spotykam. Nigdy do szczęścia nie potrzebowałem uwagi innych, może takie otoczenie. Po przeprowadzce trochę bardziej się otwieram na obcych.

    • Magdalena Kulesza

      Jak pisałam, dobrze czasem pobyc samemu, ale generalnie życie jakoś nas przymusza do relacji. One są rozwojowe. Jeden potrzebuje być sam dłużej, inny krócej. Ważne, by z każdego doświadczenia wyciągać coś dobrego dla siebie. A do szczęścia nie potrzebujemy uwagi innych, ale ich miłości. I mam nadzieję, że i w Twoim życiu ona będzie motorem napędowym:)

    • Magdalena Kulesza

      Kiedy już na niej jesteśmy, można na prawdę doświadczyć autentycznego szczęścia. Tobie tego życzę:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: