ich życie
Życie

Twoje życie nie jest tylko dla Ciebie.

Czy zdarzyło Ci się zastanowić nad tym, jak zmieniłby się świat, gdyby nie było Cię na nim? Niejednokrotnie taka myśl pojawiała się we mnie. Albo podobna. – „czy moje życie wyglądałoby inaczej, gdyby nie było w nim ludzi, którzy z jakichś nieogarnionych powodów jednak w nim zaistnieli?”…

Tworzą nas

nie tylko wydarzenia, doświadczenia czy nasze wybory. Najbardziej kształtują nas ludzie, zwłaszcza ci najbliżsi. 

Moich ukochanych Dziadków już nie ma na tym świecie, ale kiedy do nich przyjeżdżałam jako mała dziewczynka, zawsze byłam witana szczerym uśmiechem, wzruszonymi oczami, uściskiem pełnym ciepła oraz którymś z tych wymyślonych specjalnie dla mnie pieszczotliwych słów (np. Bubeczka). W kuchni przygotowane łakocie, ale nic z tych kupnych. Wszystko własnoręcznie mieszane, ważone i doprowadzone do końcowego smaku, który był niepowtarzalny. W końcu babcia była mistrzem kucharskim.

Obecnie

nieustannie towarzyszy mi wrażenie, że jak znów przyjadę na Święta, to będą oboje. Babcia i Dziadek. Przecież zawsze byli, tyle lat. Babcia odeszła po swoich dziewięćdziesiątych urodzinach, dziadek kilka lat wcześniej. Ich życie wspominam z zadumą.

Wspomnienia ich życia.

Rzeka potężna, jak rozciągnięta szeroka wstęga królowała w dolinie. Oddalone od siebie kilkanaście kilometrów wsie oczekiwały na kolejny radosny dzień. Zaślubiny młodych były skromne, ale pełne spontanicznych oczekiwań. Skoro jest miłość, to świat nie może się kończyć – mówiono tego dnia. Byli piękni. Rodzina pozuje do pamiątkowego zdjęcia, które teraz stoi na zaszczytnym miejscu w mieszkaniu najstarszej córki nowożeńców. Dziadek był bardzo pobożny i podobno chciał nawet wstąpić do seminarium, ale gdy poznał babcię zrozumiał, że jego droga do nieba będzie z nią. Urodziły im się trzy córki. Każda to inny świat.

Świat oszalał.

Wkrótce zmiany granic zmusiły całą rodzinę do pozostawienia ziemi przodków, ukochanych pól, lasów i sadów. Grodno stawało się przeszłością. Część krewnych ze strony babci zamieszkała na Mazurach, ona i dziadek wybrali Śląsk. Ostatni transport ze Wschodu. Ludzie cisnący się w dusznych wagonach, dzieci podawane obcym przez okna. Byle zdążyć… Zostawiają za sobą ukochaną Polskę, choć mówią im, że Polską już nie jest.

Nieustannie w pamięci.

Kiedy dziadek był już schorowany, mógł godzinami opowiadać te historię ze swojego życia. Wolał wspominać przeszłość, niż mysleć o cierpieniu i starości. Wpadał w tę swoją nostalgię, a ja słuchałam wszystkich jego historii zawsze z wielkim zainteresowaniem. Po każdej kolejnej, z serii „cudownie ocalony”, nazywałam dziadka supermanem. W moich oczach na zawsze pozostanie bohaterem i wzorem człowieka.

Jak to więc było?

Zanim poznał babcię, chodził do pracy w polu, do pobliskiej wsi. Zawsze ta sama droga. Wojna już dotarła w te spokojne okolice i ciągle słyszano o łapankach niczego nie winnych młodych ludzi. Pewnego poranka dziadek zbierał się jak zwykle, kiedy coś wewnętrzne mu „mówiło” by nie szedł. Ociągał się więc, czując nieuzasadniony niepokój, w końcu wyruszył, ale wybrał inną drogę. Na miejsce dotarł znacznie później niż zazwyczaj. Szukał przyjaciół, ale okazało się, że tego dnia do wioski przyjechali uzbrojeni naziści i rozstrzelali wszystkich mężczyzn.

Po raz kolejny życie zaskakuje…

Kiedy wojna się zakończyła osoby zdolne do pracy szukały jakiegokolwiek zajęcia, aby się utrzymać. Dziadek szybko zdołał znaleźć pracę. Wraz z innymi robotnikami jeździli na wielkiej ciężarówce zarówno do, jak i z pracy. Nie zawsze kierowca zatrzymywał się na miejscach postoju, więc zdarzało się, że pasażerowie wyskakiwali z przyczepy jak tylko auto zwalniało. Któregoś dnia, w ten właśnie sposób zeskoczył mój dziadek. Na jego nieszczęście, długi płaszcz w którym był ubrany, wkręcił się w duże koła ciężarówki. Kiedy upadł, ludzie zaczęli krzyczeć. Niestety koła zatoczyły pełny obrót i dziadek został pod nie wciągnięty. Kierowca zatrzymał się, ale nie wiedząc co się stało, cofnął samochód i po raz drugi przejechał po dziadku. Obserwatorzy byli w przerażeniu, myśleli, że całe to wydarzenie już i tak tragiczne, skończy się jeszcze tragiczniej. Dziadek jednak nagle wstał i choć był przestraszony, to spokojnie otrzepał płaszcz i chciał ruszyć do domu. W butonierce miał lusterko. Koła, które przejechały mu po klatce piersiowej, zgniotły je w drobny mak. Dziadek nie miał nawet draśnięcia. Ludzie krzyczeli, że to cud.

Cuda w życiu istnieją!

Kiedy słyszałam tę opowieść, to stwierdziłam, że widocznie musiał spotkać babcię i wiele dobrego jeszcze musiało się dzięki temu spotkaniu wydarzyć. A oni sami musieli odcisnąć swój wpływ na życie wielu jeszcze ludzi.

Córki rosły. Każda miała swój świat. Najstarsza rozkochana w literaturze i recytacji, w tym kierunku realizowała swoje zamiłowania. Średnia, to typowa ”artystyczna dusza”, taniec, muzyka, śpiew, gonitwa z czasem pomiędzy szkołą muzyczną a zajęciami z baletu. Do dziś wspomina te dni z nostalgią. Najmłodsza to obieżyświat. Większość swojego życia spędziła za granicą. Między siostrami zaznaczały się różnice charakteru i z biegiem lat zdawały się nie do przeskoczenia. Życie każdej z nich to osobna, niezwykła historia.

Jak byli?

Kiedy ich jedyne wnuki – ja i mój drogi kuzyn, towarzysz wspaniałych zabaw dziecięcych lat – były powierzane ich opiece, to Dziadkowie otwierali swoje serca najbardziej. Choć podobno rodzicami byli dość surowymi ale jednocześnie bardzo troskliwymi, to więcej mogę powiedzieć o nich jako moich dziadkach.

Miałam wrażenie, że dla babci jestem całym światem. Kochała mnie bardzo i pomagała we wszystkim. Dzieliła się ze mną tym, co miała, darami, którymi została obsypana. Gotowała i szyła wspaniale i nie jedne paciorki różańca przetarła prosząc za mnie i za rodzinę. Dziadek zabierał nas na wspaniałe wyprawy w wakacje. Pamiętam jak pływaliśmy razem kajakami, zwiedzaliśmy malownicze miejsca, czy słuchaliśmy jego opowieści. Zdawał się nie do zdarcia i nie do pokonania. Jakaś niezwykła siła zawsze przebijała przez niego. Zdecydowanie oraz konsekwencja. Był jedynym odniesieniem mężczyzny dla mnie. I choć w dzieciństwie nasze spotkania nie były zbyt częste, to wystarczająco mocno zapisały się w moim sercu.Jego silne ramiona i stanowcze wyrażanie swojego zdania powodowały, że odżywała we mnie tęsknota za ojcem.

Babcia natomiast była dobrą przyjaciółką, która wiedząc już tak wiele o życiu, dzieliła ze mną najtajniejsze sekrety serca. Im byli starsi, tym bardziej ostre cechy ich charakterów łagodniały. Zdawało się, że swoją postawą częściej mówili, że nie ma co tracić zdrowia na spory, waśnie i stawianie na swoim. Dużo czasu też spędzali na kolanach. Nigdy nie namawiając domowników do wspólnej modlitwy, ale ich przykład sprawiał, że zachęcona często sama do nich dołączałam. Kiedy już klęczeć nie mogli, siadali blisko siebie.

Całe życie razem.

Dawniej jak mężczyzna brał sobie żonę, a kobieta mówiła mu „tak”, to stawało się to oczywiste dla świata, że teraz będą ze sobą na dobre i złe, w biedzie i niewygodzie, w chorobie i zdrowiu – na zawsze. Bez względu na okoliczności, czy status materialny. Miłość choć będzie poddawana próbom, będzie starała się wyjść ze wszystkich tych doświadczeń obronną ręką. O miłość przecież trzeba będzie też walczyć, aby nie zgasła, nie uleciała za złudnymi wyobrażeniami, albo nie odeszła wabiona łatwym, kolorowym światem. Świadomość nierozerwalności  związku, który został zawarty przed Bogiem, powodowała, że konieczne było wykonanie ogromnej pracy w tej nauce miłowania. Poznawanie się, docieranie, przebaczanie, codzienność zwyczajna, proste gesty, pewność, że jesteś i będziesz. Z tego składa się życie.

Kiedy obchodzili rocznicę 60-lecia małżeństwa, młodsze pokolenie dopytywało, jak to możliwe? Babcia mówiła: „Przebaczać, kochać i znów przebaczać”. Nie mówiła, że było łatwo, wręcz przeciwnie. Oni nie byli świętymi. Mieli swoje wady i pozornie sprzeczne cechy charakteru. Babcia raczej skryta ze swoimi emocjami, a dziadek  jasno prezentował swoje zdanie. Oboje mieli silne osobowości i czasem się ścierali, ale zdawało się, że trzyma ich ze sobą coś więcej niż tylko przyzwyczajenie. Wiedzieli, co wybrali i jako dojrzali i odpowiedzialni dorośli pozostali wierni sobie w miłości. Miłość przecież to nie chwilowe zauroczenie czy emocjonalny poryw serca. To decyzja, to wybór kochania we wszystkim, ze wszystkim i pomimo wszystko. Akt woli całego człowieka. Kontynuowanie zakochania przez nieustanne wybieranie dobra dla kochanej osoby i dla tej wspólnej miłości. Patrzenie na świat przez MY.

Ich życie nie było wyłącznie dla nich samych.

Byli dani sobie, powierzeni, zadani. Ich życie dopełniało się i wypełniało w ich małżeństwie. To bycie razem sprawiało, że kształtowali się wzajemnie. Zarówno raniąc się, jak i przebaczając sobie w miłości. Nowego kształtu nabierały ich serca, od kiedy postanowili przez życie przejść wspólnie.

Ich życie było darem także dla mnie. Zostałam ubogacona ich obecnością i miłością. Nie wyobrażam sobie, jakie puste by mogło być, gdyby nie oni. Kiedy podejmowałam te najważniejsze wybory w swoim życiu, zastanawiałam się, jak będą reagować. Liczyłam się z ich zdaniem. Dlaczego tak bardzo? Może odpowiedzią była ich codzienna postawa, troska, oddanie. Obdarzeni zaufaniem, nie zawiedli go.

Kiedyś

każde Boże Narodzenie spędzaliśmy u Dziadków. To są najpiękniejsze Święta, jakie pamiętam. Potem, gdy starość  powoli, ale systematycznie zaczęła zaborczo upominać się o nich, wiele rzeczy się zmieniło. I choć coś przygasło, to widać było, że w ich sercach nadal się tli ta iskra, która potrafiła jednoczyć rodzinę.

Bardzo za nimi tęsknię. Ciągle mam nadzieje, że przy herbatce poopowiadam babci o tym, „co tam u mnie słychać”, a dziadek przygotuje dla mnie cały plik niekończących się opowieści.

Ich pogrzeb był żegnaniem pierwszy raz tak bliskich mi ludzi. Po każdym z nich smutna cisza i zastanawianie się, jak im tam razem na górze.

Życie ma sens.

Ich spotkanie się nie było przypadkowe. Nie wierzę w przypadki. Zaistniała między nimi miłość, aby mogli zaistnieć inni, w tym ja. Nie wiedzieli jaki wywrą wpływ na dzieci, na wnuki, czy inne osoby. Nie można wiedzieć wszystkiego, może i dobrze, bo nie zawsze taka wiedza jest przyjemna. Świadomość przeżywania życia – nie tylko jako życia swojego – ale szerzej, jako oddziaływania na życie innych, może mocno je przemienić. Ono bowiem nie jest dane wyłącznie dla nas samych. To nie życie dla życia. Jesteś, nie ma Cię i kropka, czyli koniec. Każde zaistnienie ma istotny wpływ na życie innych. Począwszy od naszych rodziców, przez kolejne lata relacji, spotkań, wyborów, błędów i sukcesów, odciskamy znaczący ślad na drodze życia kolejnych osób. Czasem wystarczy, że ktoś zobaczył Twój dobry gest skierowany do potrzebującego, a w jego sercu zapaliła się nadzieja, że może nie wszyscy są źli. Może ktoś był świadkiem Twojego zła i zamykając na nie oczy, zamknął całkiem swoje serce na miłość…

Żaden nasz czyn nie zostaje bez echa. To nie jest fatum, ani karma. To siła wolnej woli. Może się kiedyś okazać, że przeżywszy tak wiele w życiu, tylko jeden konkretny czyn będzie miał istotne znaczenie. Ten jeden, który pomógł drugiemu człowiekowi uwierzyć w miłość i przeżyć dobrze swoje życie.

2 komentarze

    • Magdalena Kulesza

      Cieszę się, tym bardziej,że ostatnio bardzo mnie tu mało 😉 Ciekawe…wczoraj zastanawiałam się, czy go nie zamknąć… Twój głos oznacza, że jeszcze nie teraz :);) Postaram się mimo wszytko co jakiś czas pisać, choć codzienność nie ułatwia.
      Świat zdaje się szaleć tak mocno, że nie wielu poszukuje treści do czytania. To wymaga skupienia i zadumu. Wszystkiego dobrego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: